
Są takie sesje, które od samego początku pachną domem, chociaż są robione z dala od niego. Bo dom to ludzie. Takie właśnie miałam odczucia podczas sesji rodzinnej na wsi, którą miałam przyjemność wykonać dla Ani. Spotkaliśmy się na działce u dziadków – miejscu pełnym wspomnień, smaków i zapachów dzieciństwa.
Były kury, świeże wiejskie jajka, jabłka prosto z sadu, najsmaczniejsze na świecie pomidory i – gratka dla najmłodszych – najprawdziwszy traktor. W tej przestrzeni było wszystko, czego potrzeba do stworzenia wyjątkowych kadrów: mnóstwo miejsca do biegania, ciepło zachodzącego słońca, dziecięca energia i i ogrom czułości, która była widoczna w każdym geście i spojrzeniu.
Były wspólne wygłupy, pozowane zdjęcie”do ramki”, spacer po pobliskich drogach i ogólny chill. Uwielbiam takie spotkania – nie wyreżyserowane, naturalne, prawdziwe i pełne życia. Bo fotografia rodzinna to nie tylko zdjęcia – to także radość ze wspólnie spędzonego czasu.















































