
Zawsze ogromnie się cieszę, gdy wracam do rodzin, które już znam – tak jak do Beaty i Kamila.
Pierwotnie mieliśmy się zobaczyć tuż po narodzinach Ani, ale życie – jak to zwykle bywa – napisało własny scenariusz. I wiecie co? To wcale nie miało znaczenia. Ania może nie była już noworodkiem, ale Beata nie odpuściła i zaprosiła mnie na zdjęcia. I bardzo dobrze, bo to była cudowna, pełna energii i śmiechu sesja!
Zawsze powtarzam: nie ma znaczenia czy spotykamy się w pierwszym tygodniu, miesiącu czy roku życia dziecka – każda chwila jest warta zatrzymania. Dzieci rosną tak szybko, a rodzinne kadry pozwalają zatrzymać ten wyjątkowy czas na dłużej.
Patrząc na tę rodzinę, mam wrażenie, że ich dom zawsze będzie pełen śmiechu, zamieszania i wielkiej miłości. I właśnie takie emocje chciałam uchwycić w ich zdjęciach.





















































